Środy z historią: Męki „Czarnych Koszul”

Prawie trzynaście lat temu, kiedy w ramach rozgrywek Pucharu Polski do Bytowa przyjechała Polonia Warszawa, dla miejscowych kibiców była to nie lada atrakcja. Minęło jednak sporo czasu i oba zespoły znajdują się dzisiaj w zupełnie innych miejscach. W kolejnym odcinku naszego cyklu „środy z historią” przypomnimy sobie tamto spotkanie.

Pełne trybuny i ogromne wsparcie. Tego mogli doświadczyć zawodnicy, którzy 29 sierpnia 2007 roku wybiegli na boisko w czarno-biało-czerwonych koszulkach. Osiągnęli bowiem już coś do tej pory niespotykanego. Najpierw dotarli do finału regionalnego Pucharu Polski, w którym po zaciętej rywalizacji przegrali w dwumeczu z KP Sopot. Zyskali jednak możliwość gry w rozgrywkach ogólnokrajowego pucharu w kolejnym sezonie.

Zawodnicy Drutex-Bytovii trafili nawet do siatki, ale sędzia pokazał spalonego.

W rundzie wstępnej „Czarne Wilki” zmierzyły się Leśnikiem/Rossa Manowo, którego pokonały po serii rzutów karnych 4:3. W 1/32 finału Remes Pucharu Polski Bytovia trafiła na zespół zdecydowanie silniejszy niż we wcześniejszej fazie. Drużynę, która występowała wówczas na zapleczu Ekstraklasy, z bogatą historią i perspektywami na awans. Polonię Warszawa, bo to niej mowa, wpierała ponadto wtedy ogromna firma J.W. Construction Janusza Wojciechowskiego. Było to jeszcze na długo przed ogromnymi problemami, które sprowadziły klub na piąty poziom rozgrywkowy.

– Pamiętam, że wyjazd do Bytowa był dla nas wielką niewiadomą. Przyjechaliśmy zagrać mecz pucharowy z totalnie wtedy nieznanym nam rywalem. Trener lekko pomieszał w składzie. Nie wyszliśmy żelazną pierwszą jedenastką, ale to nie miało najmniejszego wpływu na nasze nastawienie, bo byliśmy pewni, że gospodarze tanio skóry nie sprzedadzą. I tak też było. Bramkę strzeliliśmy dopiero w 89 minucie meczu, a wcześniej Bytowiacy trafili w słupek i strzelili gola, którego sędzia im nie uznał, bo była pozycja spalona – wspomina tamto spotkanie grający wówczas w Polonii obecny kapitan „Czarnych Wilków” Krzysztof Bąk.

„Polonia męczyła się w Bytowie” pisał po meczu Drutex-Bytovii II (występowaliśmy wówczas pod szyldem rezerw, w których grali jednak piłkarze pierwszego zespołu) z Polonią Warszawa portal Sport.pl. Wydawało się, że zawodnicy prowadzeni wówczas przez późniejszego selekcjonera reprezentacji Polski Waldemara Fornalika powinni przyjechać na Mickiewicza 13 jak po swoje i bez trudu awansować do kolejnej rundy krajowego pucharu. Tak się jednak nie stało. Czarno-biało-czerwoni postawili bardzo trudne warunki, tracąc gola dopiero w samej końcówce meczu, kiedy do siatki trafił Piotr Klepczarek.

„Czarne Wilki” postawiły gościom trudne warunki. Mecz zakończył się skromnym zwycięstwem Polonii 1:0.

Kibice zgromadzeni na stadionie w Bytowie mogli być jednak dumni z bytowskich piłkarzy, którzy postawili się wyżej notowanemu rywalowi i byli bliscy sprawienia sensacji. Niewiele zabrakło, a Drutex-Bytovia mogła zagrać w 1/16 finału Pucharu Polski. Ten sukces pokazał jednak, jak wielki potencjał drzemie w ekipie „Czarnych Wilków”. Dwa sezony później drużynie prowadzonej przez Waldemara Walkusza udało się awansować do 1/8 finału krajowych rozgrywek i osiągnąć największy sukces w ówczesnej historii klubu.

Z numerem 19 w barwach Polonii zagrał Krzysztof Bąk.

Po siedmiu latach od meczu z Polonią Warszawa Bytovia zaczynała swoją przygodę z I ligą, natomiast „Czarne Koszule” odbudowywały się o dwa poziomy niżej po karnej degradacji. Do Bytowa w 2014 roku trafiło też dwóch piłkarzy, którzy przed laty grali we wspomnianym meczu pucharowym. Byli to Daniel Mąka i Krzysztof Bąk. Jak opowiada kapitan „Czarnych Wilków”: – Przychodząc do Bytovii, kompletnie zapomniałem, że siedem lat wcześniej grałem tu mecz Pucharu Polski. Ale śmieje się z tego, bo ja często tak mam, że nie pamiętam rzeczy, o których inni mówią, jakby to było wczoraj. Niedawno rozmawialiśmy z Rysiem Mądzelewskim i okazało się, że wtedy graliśmy przeciwko sobie. Patrząc na fotki z tego meczu, znalazłem kilka, gdzie zostaliśmy razem uchwyceni przez obiektyw. Jednak piłka nożna bywa nieobliczalna i nie mówię tu tylko o sytuacjach boiskowych.

Dzisiaj obie ekipy są już w zupełnie innych miejscach niż przed trzynastu laty. Polonia boryka się ze sporymi problemami finansowymi. Ostatnio jednak pojawiło się dla nich światełko w tunelu. Firma Sll Polska, której właścicielem jest Gregoire Nitot, zastanawia się nad inwestycją w warszawski klub. Przykład naszego zespołu pokazuje, że zawsze warto walczyć do końca, chociaż czasami nie wszystko idzie po naszej myśli. Mimo że „Czarne Wilki” wciąż borykają się z problemami, to klub powoli wychodzi na prostą i ma realne szanse, aby wrócić na zaplecze Ekstraklasy. Odrodzenia życzymy również Polonii, której miejsce jest zdecydowanie wyżej niż w dolnych rejonach III ligi. Mamy nadzieję, że już wkrótce spotkamy się z „Czarnymi Koszulami” na szczeblu centralnym. Tymczasem możemy powiedzieć tylko #BonjourGregoire!

Foto: Bogdan Adamczyk, „Głos Pomorza”.