Bytovia nigdy nie była mu obojętna

Bartosz Malek od kilkunastu lat prowadzi agencję ubezpieczeniową Ergo Hestii pod szyldem 8699 przy ulicy Przemysłowej 1b w Bytowie. W tym czasie zdobył uznanie w oczach setek zadowolonych klientów. Od lipca ubiegłego roku jest srebrnym sponsorem naszego klubu. Jak sam mówi: – Bytovia zawsze była w moim sercu

Firma ubezpieczeniowa 8699 jest przedstawicielem wyłącznym Ergo Hestia i działa na rynku już od kilkunastu lat, ale jakie były jej początki?

Firma zaczęła działać 1 sierpnia 2001 r. Na początku działałem w jednostce w Słupsku. Z uwagi na to, że miałem sporo wolnego czasu pod koniec studiów historycznych, szukałem czegoś, żeby ten czas zagospodarować i dorobić sobie parę złotych. Przez zupełny przypadek padło na ubezpieczenia. Połowa rodziny i znajomych stukała się w głowę i mówiła: „W co ty wchodzisz? Trzeba otworzyć swoją działalność. To się nie będzie spinać”. Było jednak naprawdę bardzo dużo pracy. Wtedy działałem wspólnie ze swoją sympatią (obecnie żoną). Pierwsze zarobione pieniądze były niezłe. To była dla mnie największa motywacja, że warto się wokół tego kręcić i jest to biznes, z którego można żyć. Następne miesiące jednak nie były już tak dobre.

Gdy zakończyła się już moja kariera naukowa, to stanąłem na rozdrożu. Zostać w ubezpieczeniach czy spróbować czegoś innego. Trafiłem do Bytowa. Na początku szukałem dobrego miejsca. Nie bardzo wiedziałem, czego chcę. Jaki to ma być lokal i gdzie. W końcu trafiłem na ulicę Przemysłową. Miałem pewne obawy, bo to trochę obrzeża Bytowa i pewnie niewiele się tu będzie działo. Stwierdziłem jednak, że spróbuję. Dogadałem się z Panem Mieczysławem Pawłowskim, który jak się okazuje słusznie mnie przekonał, że to będzie dobre miejsce i tak siedzę tutaj do dziś.

W którym roku tu trafiłeś?

Jestem tutaj od września 2003 r. To było o tyle dobre, że gdy weszliśmy do Unii Europejskiej, otworzył się rynek na sprowadzane samochody. Wszyscy, którzy rejestrowali auta, musieli przyjechać nimi na przegląd, więc trafiali obok do Stacji Kontroli Pojazdów. Siłą rzeczy dużo ludzi się przewijało. Wtedy moja placówka się rozwinęła. Od maja 2004 r. poszło już trochę łatwiej. W 2007 r. otworzyłem drugie biuro w Kościerzynie. Kolejnym etapem mojego rozwoju było biuro w Człuchowie, które zaczęło działać od 2012 roku.

Czyli na ten moment macie trzy punkty?

Tak, są Bytów, Kościerzyna i Człuchów. Bytów jest punktem głównym. Tutaj najwięcej robimy. Najwięcej się dzieje. Kościerzyna jednak specjalnie nie odstaje. Podejrzewam, że przy potencjale, jaki tam jest, to może za rok czy dwa sytuacja się wyrównają proporcje i będzie pół na pół.

Czym się zajmujecie tutaj i jakie ubezpieczenia oferujecie?

Bardzo różne. Są podstawowe, jak OC samochodu, ale nie mamy prawie żadnych ograniczeń. Działamy na bardzo szerokim polu. Są ubezpieczenia majątkowe, poprzez ubezpieczenia różnych działalności firm np. samochodów, jako ich własności czy w leasingu. Nie boimy się dużych tematów takich jak floty samochodów czy odpowiedzialności cywilnej dużych przedsiębiorstw, gdzie sumy gwarancyjne sięgają 5 000 000 euro. Są to prawie wszystkie ubezpieczenia, kończąc na finansowych, które robimy głównie w Kościerzynie, gdzie jest małe zagłębie budowlane. Robimy gwarancje ubezpieczeniowe, zabezpieczenia kontraktów. Są to dość trudne sprawy, ale nie boimy się ich. Jeśli chodzi o Ergo Hestię, to jesteśmy największym sprzedawcą ubezpieczeń finansowych. Robimy ich najwięcej w województwie pomorskim i zachodniopomorskim. Wśród naszych Klientów nie brakuje jednostek samorządu lokalnego. Są też oczywiście inni sponsorzy Bytovii.

Czyli macie szeroką gamę ubezpieczeń?

Tak, mamy też ubezpieczenia na życie czy od nieszczęśliwych wypadków. W zasadzie to sporadycznie zajmujemy się ubezpieczeniami rolnymi. Z ciekawostek to zdarzają się tematy „nieubezpieczalne” np. ubezpieczenie zwierząt. Ostatnio trafił do nas Klient, który chciał ubezpieczyć szczeniaka wartego 15 tys. złotych na wypadek, gdyby zdechł. Generalnie nie ma już takich ubezpieczeń na polskim rynku, więc nie da się tego zrobić.

Ergo Hestia to nasz główny partner. Jest to praktycznie 80% naszej sprzedaży. Firma naszego drugiego wyboru to Warta. Są też mniejsze jak Unika, Axa czy LINK 4. Razem mamy 7 towarzystw ubezpieczeniowych. W najbliższym czasie poszerzymy naszą ofertę o InterRisk i Compensa.

Skąd nazwą 8699?

Wszyscy o to pytają. Moja firma to nie tylko ubezpieczenia, ale również druga gałąź, którą jest działalność mojej żony, czyli nauka języków obcych. Głównie angielskiego. Prowadzi kursy językowe głównie w firmach. Swego czasu często startowaliśmy w przetargach. Moja wcześniejsza nazwa to „Pośrednictwo Ubezpieczeniowe Bartosz Malek”. W sumie jak startowaliśmy w przetargach na naukę języków obcych i pojawiało się „Pośrednictwo Ubezpieczeniowe”, to nazwa była nie za bardzo adekwatna do rzeczywistości. Stwierdziliśmy więc, że trzeba ją zmienić. 8699 to mój numer agencyjny w Ergo Hestii. Nie jest on jakoś bardzo skomplikowany. Może ktoś go zapamięta, bo jest na swój sposób intrygujący. Taki też był zamiar. Nie miała być to nazwa, która wszystko mówi. Te cyfry wszystkich intrygują, więc jeśli kogoś to ciekawi, to sprawdzi na stronie i już wie, czym się zajmujemy.

Ten punkt jest też wyjątkowy pod względem wyglądu.

Tak, jest on specyficzny, jak na tę branżę. W takim wystroju punktów Ergo Hestii jest około 150 w Polsce. Będzie ich docelowo około 200 i więcej nie powstanie. Takie jest założenie zarządu. Placówka w Kościerzynie jest również w takiej formie, czyli jest ustandaryzowany wygląd biura. Nazywa się to Punkt Standard. Po za wyglądem jest jeszcze kilka innych wyróżników. Mamy specjalne, dedykowane szkolenia od Ergo Hestii oraz zdecydowanie wyższe pełnomocnictwa niż inni agenci. Bez jakiś specjalnych zgód mogę ubezpieczyć praktycznie każdą firmę w Bytowie. Nie potrzebuję zgody centrali. Ale przechodzimy naprawdę wymagające egzaminy, aby móc realizować takie przedsięwzięcia. Właśnie te Punkty Standard mają być miejscami, w których klient może zrobić coś od razu i od ręki, bez specjalnej zwłoki. Ludzie, którzy pracują w takich punktach, mają mieć wyższą wiedzę, umiejętności i być wizytówką firmy. Mamy nawet produkty dedykowane tylko dla nas. Inne agencje tego nie posiadają.

Jakie produkty?

Różne gamy ubezpieczeń. Na przykład, gdy wprowadzany jest nowy produkt, to zawsze przechodzi najpierw przez Punkty Standard i dopiero potem trafia do szerszego grona odbiorców. Jest to swoisty wyróżnik i bonus dla nas, że my mamy je jako pierwsi.

Punkty Standard są również w Słupsku i Lęborku. Muszą one znajdować się na parterze, mieć duże witryny i parking. Trzeba spełnić wiele wymogów, żeby taki punkt mógł w ogóle funkcjonować pod tym szyldem. Ergo Hestię może sprzedawać każdy agent, ale jeśli chcesz to robić po takim ustandaryzowanym szyldem, to trzeba już się trochę postarać.

Zyskaliśmy dodatkowo ogromne wyróżnienie od Ergo Hestii jakim jest Znak Jakości. Coś takiego w ubiegłym roku otrzymało tylko 178 z 3 tys. punktów Ergo Hestii w Polsce. My jesteśmy tym znakiem nagrodzeni już po raz trzeci.

Za co można otrzymać Znak Jakości?

Za obsługę, oferowane usługi, wygląd biura. Czynników jest mnóstwo. Generalnie chodzi o dobro klienta. Ma on otrzymać to, co chciałby mu zaoferować Ergo Hestia, czyli wysoki poziom obsługi i dobry produkt. My zawsze starliśmy się dowiedzieć, czego potrzebuje nasz klient. Nie wchodząc jednak na sferę prywatną, bo tego raczej nikt nie lubi. Dlatego staramy się tak rozmawiać z klientem, aby czuł się u nas komfortowo. Stąd też te okrągłe stoliki, staramy się skracać dystans i wyjaśniać wszystko klientowi. Chcemy trzymać wysoki poziom obsługi.

Przejdźmy jednak do Bytovii. Dlaczego firma 8699 zdecydowała się wesprzeć nasz klub?

Pierwszy raz na meczu Bytovii byłem, gdy miałem chyba 5 lat. To było jeszcze na bocznym boisku. Tam stały jeszcze wtedy opony wbite w ziemię i to robiło za ławki. Było to na boisku piaskowym. Główna płyta była chyba w remoncie. Później z tatą jeszcze wiele razy chodziłem na mecze już jako starszy chłopak. To dzięki niemu jestem kibicem Bytovii. Miałem parę lat przerwy, gdy studiowałem w Słupsku. Jak wróciłem tutaj, to znowu zaczęliśmy z ojcem chodzić na mecze. Bytovia zawsze była w moim sercu. To jest chyba główny powód.

Jednak już kiedyś wspieraliśmy nasz zespół. Gdy Bytovia grała w pucharach ładnych kilka lat temu, to pojawiła się nawet taka opcja, jak „Bytovia Polisa”, gdzie w jej ramach część z zarobionych pieniędzy była przekazywana dla klubu. Później z różnych względów musieliśmy zrezygnować ze wspierania „Czarnych Wilków”, ale latem w trudnym momencie dla klubu postanowiliśmy bez wahania wrócić. Tym bardziej że sytuacja tego wręcz wymagała. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Darek Kiedrowski i zapytał się, czy nie chciałbym się dorzucić? Powiedziałem, że nie ma sprawy.

Dalej chodzisz na mecze?

Oczywiście. Nie zawsze pozwalają na to różnego rodzaju obowiązki czy inne względy. Jesienią byłem na większości meczów u nas. Od czasu do czasu zdarza mi się pojechać na jakieś spotkanie wyjazdowe. Fajnie jechać wtedy w większej ekipie.

Czyli nie tylko sponsor, ale również kibic?

Jak najbardziej. Mam wielu znajomych, których spotykam wyłącznie na meczach. Zazwyczaj siedzę w sektorze „D” od strony ul. Brzozowej. Tam chodziłem od dziecka, gdy rosły jeszcze brzózki i stwierdziłem, że to będzie mój sektor. Tam jest trochę jak w kościele. Wszyscy siedzą na swoim miejscu. Z reguły jest ta sama ekipa i jak kogoś nie ma, to wszyscy się pytają, gdzie on jest. Z reguły nikomu nie umyka, że kogoś brakuje. Fajnie, że teraz gdy zespół zaczął lepiej grać, to zaczęło się tam pojawiać coraz więcej nowych twarzy. Super byłoby, gdyby ten sektor był wypełniony bardziej niż jeszcze do niedawna.

Jak zapatrujesz się na Klub Biznesu?

To jest dobry projekt i szansa dla wielu firm dużych i małych. Dla tych drugich jeszcze większa, bo mają one więcej do ugrania. Klub Biznesu to może być szansa dla tych, którzy się wahają czy zostać sponsorem, bo jeżeli zawiążą się tam nowe znajomości, to jest zawsze potencjalny nowy nabywca naszych usług. Łatwiej pójść do kogoś, kogo się zna, kto nam doradzi. Wiemy, że nie robi tego, żeby nam coś wcisnąć, tylko robi to po koleżeńsku. Skrócenie dystansu daje większą pewność, że coś, co otrzymamy, będzie pewniejsze. Taki Klub Biznesu może to właśnie spowodować, że relacje między przedsiębiorcami będą po prostu lepsze i bardziej się poznamy. Wspólna pasja, jaką jest piłka nożna, może doprowadzić do tego, że nasz biznes będzie się dzięki temu lepiej rozwijał. Oczywiście trzeba przeznaczyć jakieś pieniądze na klub, ale w zamian można otrzymać coś ekstra. Jest to dobry sposób na budowanie swojej marki i wizerunku. Pokazanie, że jest się na rynku i nie jest się anonimowym. Jeśli są jakieś inicjatywy, to czemu by tego nie wspierać i nie firmować swoim znakiem. To jest ważne. Każdy, kto ma zmysł do biznesu, to wie, że bez tego nie da się zbudować niczego trwałego.