Historia klubu

Jednym z pierwszych przejawów powrotu do normalności w zniszczonym wojną Bytowie w 1945 r. był sport. Za sprawą lekarza weterynarii Jerzego Sella powstał pierwszy klub sportowym na Ziemi Bytowskiej. Bytovia nie mogłaby powstać bez wsparcia ówczesnego prezesa klubu, dyrektora Narodowego Banku Polskiego pana Borczewskiego. Pierwszym finansowym wsparciem wykazali się Mikołaj Dziemidowicz, Tadeusz Szczepański i Antoni Paszkowski (właściciel kawiarni). Znaczny wkład w uruchomienie bytowskiego futbolu miała milicja. Minęło kilka miesięcy zanim udało się rozegrać pierwszy oficjalny mecz. W maju 1946 r. bytowiacy wybrali się do Kościerzyny na mecz z miejscową Kaszubią. Piłkarze pojechali zdezelowaną ciężarówką kierowaną przez Jana Sałdana, który przed wojną kopał piłkę w Lwowie – kolebce polskiego futbolu. Niestety, mecz zakończył się sromotną porażką 2:18. Jedną z bramek dla pokonanych zdobył znakomity technik Bolesław Hadler, który jako jedyny z bytowiaków grał w piłkarskim obuwiu. Bytovia nie dała Kaszubii za wygraną organizując rewanż w Bytowie. Komendant milicji i księgowy spółdzielni spożywców, Tadeusz Szczepański sprezentował pierwszy komplet strojów. Kadrę Bytovii wzmocniono dwoma zawodnikami przebywającymi służbowo w Bytowie. Mecz Bytovii z Kaszubią był w mieście wielkim wydarzeniem. Rewanż się udał. Bytovia wygrała 3:1. Oprócz wspomnianych wcześniej pruszkowian w zespole Bytovii wystąpili: B. Hadler, J. Sałdan, Walery Giryn, Leszek Soroczyński, Edward Lewandowski, Tadeusz Diug, Kazimierz Wszołek, Józef Górka oraz Gucio (nazwiska nie udało się określić).

W latach 40. były drewniane bramki ze stalowymi siatkami. Grano w butach codziennego użytku. Piłki były wykonane z grubej dętki i pakowane w sznurowaną skórę. Ci co mieli mniej szczęścia wypychali piłki szmatami. Pod koniec lat 40. Bytovia posiadała 5 piłek, a dodatkowo tylko 5 było w posiadaniu prywatnych osób. Niedobór sprzętu nie był przeszkodą dla chcących uprawiać sport grupy zapaleńców. Ówczesny futbol różnił się nie tylko wizualnie ale również stylem gry. Nie był tak wyrafinowany jak obecnie. Pomijano środkową strefę boiska. Taktyka była prosta. Długie podania w pobliże pola karnego przeciwnika miały otworzyć drogę do bramki. W efekcie notowano niespotykaną dzisiaj liczbę goli.

Ligowe rozgrywki Bytovia zainaugurowała w 1947 r. w Klasie B. Rywalami bytowskiego zespołu byli: RKS Elektryczność Słupsk, Czarni Słupsk, KS Zryw Słupsk, Sława Sławno, MKS Sławno, Biały Orzeł Miastko i Korab Ustka. Rok później w zmniejszonej Klasie B, Bytovia rywalizowała z Regą Trzebiatów, KS Połczyn Zdrój i KS Ustka. W 1948 r. z inicjatywy Stanisława Jelonka i Jana Piotrowicza powołano do życia Harcerski Klub Sportowy (HKS Bytów). Klub ten skupiał młodych piłkarzy. Pierwsze boiskowe przetarcie bytowska młodzież miała ze starszymi kolegami z Bytovii. Mecz zakończył się remisem 2:2. Twardy pojedynek zakończył się dyskusyjnym rzutem karnym dla HKS-u, którego podyktował sędziujący Benedykt Sreberski. Rok później HKS wszedł w struktury Bytovii pełniąc funkcję zespołu młodzieżowego.

Pod koniec lat 40. bytowiacy grali pod szyldem ZS Gwardii. W 1950 r. w walce o wejście do Klasy Wojewódzkiej, Gwardia Bytów pokonała Budowlanych Człuchów 2:1. Bytowiacy często rozgrywali towarzyskie mecze w Kościerzynie. W jednym z nich Spójnia Kościerzyna ponałą bytowską Gwardię 7:4. W drugim meczu w bytowskiej drużynie grali m.in.: J. Sałdan, W. Giryn, K. Wszołek, B. Sreberski, Marian Sromicki, Jan Osiński, Jan Lesman, Zygmunt Orkisz, Jan Olejko, Ratajczak i Józef Szwiec.

Na pierwszy duży sukces klubu trzeba było poczekać do roku 1994, kiedy Bytovia awansowała do III ligi. – Zrobiliśmy historyczny awans. Były teoretycznie lepsze ekipy. Walczyliśmy wtedy ze Startem Miastko o awans. Szliśmy łeb w łeb. W ostatnim meczu oni grali w Dębnicy Kaszubskiej, my graliśmy w Objeździe. To była ta słynna podróż, gdy w Budowie pewien pan na komarku wyskoczył, potrąciliśmy go i później zmarł. Autobus musiał poczekać na policję. Kibice jechali, wysiedli z busu. Świętej pamięci Jasiu Sikorski miał ten bus. Kibice poczekali aż policja załatwi sprawy i my dwom busami pojechaliśmy na mecz. Mieliśmy troszkę spóźnienia. W głowach coś zostało. Mecz niesamowity, bo skończył się remisem 2:2. Nam to dawało awans. Wtedy Grzesiu Szymczewski bardzo dobrze bronił. Sędzia wtedy przedłużył mecz aż o 10 minut, graliśmy w dziesiątkę, Andrzej Trapp dostał czerwoną kartkę. Musiał od razu zejść do szatni, nie mógł być na ławce. Zapłakany, bo przewagę miała Objazda. Mieli świetną kapelę. Pamiętam jak dziś. Weszliśmy do szatni. Andrzej siedzi na ławce, głowa zwieszona, loki mu opadają, zapłakana twarz. Spojrzał się na nas i powiedział: „Tylko nie mówcie że przegraliśmy”. Chwila ciszy, żeby go przytrzymać. Coraz bardziej się denerwował, zaciśnięte ręce i wtedy powiedzieliśmy mu: „Nie Andrzej, awans”. Wtedy luz i zabawa. Przemarsz ulicami miasta, policja pozwoliła, śpiewy z kibicami. Wspaniałe chwile. Był to pierwszy awans na taki szczebel w historii klubu – opowiada Ryszard Mądzelewski, jeden z piłkarzy tamtej ekipy. Niestety przygoda w III lidze trwała tylko sezon, a zespół musiał przez następne lata występować w niższych klasach rozgrywkowych.

Wszystko zmieniło się w 2003 roku. Wówczas w bytowską piłkę zainwestował człowiek sukcesu – pan Leszek Gierszewski i jego firma Drutex. Klub zmienił wkrótce nazwę na Drutex-Bytovia. Dzięki tak potężnemu wsparciu mogliśmy cieszyć się z awansów do IV, III, II i I ligi. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie warunki, jaki zostały stworzone przez głównego sponsora. Na sukcesy przy takiej pomocy nie trzeba było dużo czekać. W 2005 roku po kilku latach tułaczki w lidze okręgowej nasz zespół awansował z nowym trenerem Waldemarem Walkuszem do IV ligi. Drutex-Bytovia sukcesywnie co trzy lata awansowała do wyższych klas rozgrywkowych. – Było tak jak w firmie. Wierzyłem w sukces od samego początku. Trzeba mierzyć wysoko. Jak się ma marzenia, to się je zrealizuje. Jeśli jednak człowiek jest pesymistą, to nic mu w życiu nie wyjdzie. Jak rozmawiam z pracownikami, to im mówię, że nie marzyłem o tak wielkiej firmie. Myślałem tylko, że będzie duża. Miejcie więc marzenia, mierzcie wysoko, bo każdy ma swoje 5 minut – mówił w wywiadach pan Leszek Gierszewski. W sezonie 2008/2009 czarno-biało-czerwoni przeżyli niesamowitą przygodę w Remes Pucharze Polski. Wspaniałe zwycięstwo z Polonią Bytom 2:1 do dziś jest jednym z piękniejszych wygranych w historii bytowskiej piłki. To jednak nic w porównaniu do wydarzenia jakim był mecz w 1/8 finału Pucharu Polski, w którym zmierzyliśmy się z ówczesnym mistrzem Polski – Wisłą Kraków. I chociaż to spotkanie przegraliśmy 0:2 to było to prawdziwe piłkarskie święto w Bytowie. Udało się to dzięki wsparciu pana Leszka Gierszewskiego. Miasto było udekorowane banerami, na stadion ściągnięto trybuny wprost z koncertu Madonny z Bukaresztu. Mecz oglądało ok. 5 tys. widzów. Wtedy po raz pierwszy posmakowaliśmy wielkiej piłki.

Zapragnęliśmy, aby nie było to jednorazowe wydarzenie. Wiedzieliśmy, że z pomocą pana Leszka Gierszewskiego wszystko jest możliwe. I rzeczywiście, niemożliwe stało się faktem. Dzięki potężnym środkom firmy Drutex wkrótce awansowaliśmy do I ligi, a więc na zaplecze ekstraklasy. Tam do dziś możemy grać z utytułowanymi rywalami. Piękną sprawą były też kolejne pamiętne przygody w Pucharze Polski. Drutex-Bytovia potrafiła pokonać ekstraklasowych przeciwników: Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław, Pogoń Szczecin czy Lechię Gdańsk. Dwukrotnie zaszliśmy aż do 1/4 finału, przegrywając z Arką Gdynia i Legią Warszawa. Zwłaszcza mecz z wielokrotnym Mistrzem Polski – Legią był kolejnym wielkim wydarzeniem. Nie zapomnimy prowadzenia na stadionie „Wojskowych” przy Łazienkowskiej. I choć dwa razy z warszawianami przegraliśmy, to towarzyszące nam wspomnienia pozostają do dziś.

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie pan Leszek Gierszewski. Setki zwycięstw, niezapomnianych przygód, wiele emocji… Dzięki firmie Drutex byliśmy świadkami futbolu na wysokim poziomie. Dlatego też do dziś jesteśmy bardzo wdzięczni za tę wielką pomoc. To, że Bytovia wciąż gra na poziomie I ligi, byłoby niemożliwe bez pana Leszka Gierszewskiego. Dziękujemy, że przez 15 lat był pan z nami.