Środy z historią: Zawsze czegoś brakowało

Awans. To słowo jak mantrę powtarzali bytowscy kibice na początku XXI wieku. Trudno jednak było wyrwać się z klasy okręgowej i wywalczyć promocję do rozgrywek o szczebel wyżej. Zawsze czegoś brakowało. Jednego wygranego meczu, szczęścia czy trochę lepszej gry. W tym odcinku cyklu „Środy z historią” zapraszamy na historię trudnej walki „Czarnych Wilków” o awans do IV ligi.

Na początku obecnego stulecia za cel w klubie postawiono wyrwanie się z okowów klasy okręgowej, w których Bytovia tkwiła już od kilku sezonów. W sezonie 2001/02 czarno-biało-czerwoni byli jednak dalecy od wywalczenia awansu. Ulokowali się w środku tabeli, zajmując na koniec rozgrywek 8. miejsce. To, co najlepsze miało jednak dopiero nadejść.

Sezon 2002/03 był dla Romana Cecha pierwszym w barwach Bytovii.

Przed startem nowego sezonu bytowski zespół wzmocnił wówczas 31-letni Roman Cech, który wcześniej reprezentował barwy m.in. Pogoni Lębork, czy Gryfa Słupsk. Jeden z graczy jedenastki 70-lecia naszego klubu od początku dobrze wkomponował się w zespół i z miejsca zaczął zdobywać bramki. Po rundzie jesiennej zawodnicy prowadzeni przez Cezarego Kołakowskiego zajmowali wysokie 4. miejsce ze stratą zaledwie trzech oczek do prowadzącej Unii Korzybie.

W przerwie zimowej doszło również do bardzo ważnej zmiany, która w przyszłości odmieniła oblicze bytowskiej piłki. Na początku 2003 roku władze naszego klubu parafowały umowę z firmą Drutex, która została sponsorem strategicznym. Logo firmy pojawiło się na koszulkach zespołu, a klub zmienił nazwę na Drutex-Bytovia.

Dzięki wsparciu Leszka Gierszewskiego marzenia o awansie wydawały się bardziej realne niż kiedykolwiek wcześniej. Zimą do drużyny dołączył m.in. Mariusz Kalamaszek, który przez kilka kolejnych sezonów był czołowym rozgrywającym „Czarnych Wilków”. – Po prostu pojechałem do Bytowa z myślą, że tam zostanę. Miałem już wcześniejsze doświadczenia z tym miastem i bardzo mi się ono spodobało. Miałem wciąż kolegów z pierwszego pobytu tutaj. Czułem, że jeżeli tam pojadę, to na pewno się dogadamy i po prostu będę tam grał. Jak się okazało, spędziłem w Bytowie ładnych parę lat – opowiadał o swoim powrocie do Bytovii Mariusz Kalamaszek.

Awansu jednak nie udało się wywalczyć, choć strata była niewielka. „Czarne Wilki” zakończyły rywalizację na 3. miejscu, ze stratą zaledwie punktu do miejsca dającego możliwość gry w barażach. Rozgoryczenie było duże, bo szansa na promocję do wyższej klasy rozgrywkowej była spora. Szukano winnych i błędów, które popełniono w trakcie sezonu. Wymieniano chociażby niezadowalającą frekwencję na treningach i brak samozaparcia niektórych zawodników. Ten sezon przeszedł już jednak do historii. W kolejnym miało być już tylko lepiej.

Drutex-Bytovia przegrała z Brdą Przechlewo 0:2.

Zespół wzmocnił się przed startem rozgrywek. Do drużyny dołączył m.in. Artur Kobiella z Kaszubii Studzienice. Po rundzie jesiennej Drutex-Bytovia zajmowała 2. miejsce w ligowej tabeli, ustępując pola tylko Jantarowi Ustka. Na początku 2004 r. do drużyny dołączył nowy golkiper Grzegorz Zieliński, który wiosną został numerem jeden w bytowskiej bramce. Niestety dla „Czarnych Wilków” nowy bramkarz nie popisał się w jednej z decydujących kolejek w meczu z Brdą Przechlewo, czyli bezpośrednim rywalem w walce o upragnioną IV ligę. Zawodnicy Kołakowskiego przegrali tamten mecz, a jednym z winowajców był właśnie Zieliński.

Drugi raz z rzędu Drutex-Bytovia na finiszu odpadła z rywalizacji o awans. Ponownie zajęła 3. miejsce ze stratą punktu do drugiej Brdy. Chociaż tym razem wydawało się, że awans jest już pewny, to ponownie uciekł nam z rąk na ostatniej prostej. – Mielimy wiele fajnych meczów, które wysoko wygrywaliśmy, ale porównując to do sezonu kolejnego, to zabrakło nieco umiejętności w decydujących spotkaniach. Nie byliśmy na tyle mocni. Paradoksalnie może i dobrze się stało. Nie chce teraz przesądzać, ale ciekawe jakbyśmy wyglądali w IV lidze z tym składem, który mieliśmy wtedy w okręgówce. Oczywiście momentami zabrakło nieco szczęścia, ale przede wszystkim brakowało jakości – wspominał po latach Artur Kobiella.

Dopiero kolejny sezon okazał się przełomowy. Doszło do zmiany na stanowisku trenerskim. Cezarego Kołakowskiego zastąpił Waldemar Walkusz. Pod wodzą nowego szkoleniowca już niczego nie zabrakło. Bytovia po prostu zdeklasowała innych rywali i z dorobkiem 82 punktów wygrała rozgrywki. W czerwcu 2005 roku wyrwaliśmy się w końcu z objęć okręgówki i mogliśmy świętować upragniony awans do IV ligi.

Foto: Bogdan Adamczyk.